Przejdź do głównej zawartości

Posty

Polecane

Ayran, góry i dzikie żółwie

Już od dobrych paru godzin żar leje się z nieba, chmury się kłębią i jest duszno. Jasny szuter pali w oczy odbijając promienie słońca. Męczę tak ten podjazd na najlżejszym przełożeniu i patrzę na suche krzaki dookoła, na prastare sosny rosnące po bokach drogi. Jest może pierwsza po południu, a ja od rana jadłem chyba tylko pół batona z chałwy. W bidonach robi się niepokojąco lekko, a ból głowy woła o przerwę, posiłek i nawodnienie. Żadnego potoku, rzeczki, na drodze tylko żwir i kamień za kamieniem. Wtem jeden z kamieni na drodze wyciąga łapy i zaczyna iść w stronę pobocza. Zatrzymuję się ze zdziwieniem, bo chyba jeszcze za wcześnie na halucynacje ze zmęczenia. Ale to nie zwidy, przede mną faktycznie kroczy średniej wielkości kamień… a raczej żółw, taki zwyczajny żółw, tu w środku niczego, w górach na południu Turcji.   Dzień 1 Przemęczywszy się nocnym pociągiem relacji Gdynia – Zakopane, nieco zmarnowany melduję się o 5 rano na lotnisku w Balicach pod Krakowem. Tomek przyjeż...